poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Puls rytmu

Kuba polecił nam grać z metronomem, rytmem, czymś co będzie nas trzymało w pulsie, w jednym tempie.


To jest zdanie które zapisałem w drugiej notce. Trochę źle postąpiłem bo myśli, słów wypowiedzianych po prostu nie byłem w stanie zapamiętać. Nie raz sobie myślałem: "Kurdę ta rozmowa jest tak ciekawa, szkoda, że jej teraz nie nagrywam a potem przeprowadziłbym transkrypcje i napisał na blogu!"

A tych rozmów w przeciągu dwóch tygodni, zdań wypowiedzianych, opowiadań, porad było tak dużo, tak fajnych! Porady przekazywane przez Mariusza co i jak postępować w afryce Kacprowi bezcenne i te historie!

Czasem nie można było przewidzieć, że akurat o w tym momencie wyjąć dyktafon i nagrywać. Po prostu siedzimy, odpoczywamy wieczorem, zadaję jedno pytanie Kubie i Kuba zaczyna mi opowiadać dosyć długo, jakąś anegdotę wyciąga z głowy, tego było dużo. Wszystko na temat bębnów. Olek też dosyć często mówił co myśli na temat warsztatów, ale zawsze zabawnie, zawsze z uśmiechem na twarzy :-). 

Wracając do zdania które napisałem na początku. Grać z metronomem rzeczy które uczyliśmy z Kubą. Tak nam polecił. Ogólnie tak sobie w głowie przeanalizowałem to co nam powiedział. Tzn. grać z metronomem lub czymś co będzie nadawało puls. W każdym rytmie jest puls który możemy wyklaskać. Pisałem wcześniej o tym, że tak długo graliśmy akompaniament, że nie mogłem już wytrzymać od improwizacji które nagromadziły mi się w głowie. Graliśmy tak długo akompaniament ponieważ nie mogliśmy czegoś zagrać poprawnie. Czy to utrzymać równo wszyscy akompaniament, czy zagrać aranżację w odpowiednim czasie i z odpowiednimi pauzami. Najpierw klaskaliśmy puls z dunami, następnie długo akompaniament żeby wyczuć, wysłuchać w którym miejscu jest ten puls.

Zwłaszcza rytm Kakilambe przysporzył nam sporo kłopotów. Kuba podzielił całą grupę na trzy podgrupki i każda podgrupka musiała zaśpiewać jednego dun duna. Brzmiało to kuriozalnie, przez co strasznie zabawnie, ale też miało swój sens. Kazał nam zachować powagę samemu po chwili mając uśmieszek na twarzy. 

Powracając w końcu do moich przemyśleń na temat ćwiczeń samodzielnie z pulsem. Granie afrykańskich rytmów z metronomem nie jest wcale łatwe bo często nie gra się z pulsem, a trzeba swoje granie przesunąć w stosunku do pulsu, trzeba dobrze wyliczyć pauzy, serio ciężko nie jest łatwo utrzymać odpowiednie tempo żeby to później idealnie pasowało do dunów to co samemu ćwiczymy. Kuba powiedział nam, że w końcu po tych ćwiczeniach z czymś co będzie nam nadawać rytm po jakimś czasie pomimo, że nie będziemy niczego mieli co nam pomaga, puls pozostanie w głowie. Wtedy też o wiele prościej jest wyczuć puls jak grają duny i wpasować się odpowiednio z solo.

Kiedyś sobie postanowiłem, że będę tak długo ćwiczył unisola, czyli sola które gra cała grupa razem z wiodącym solistą podczas aranżacji, że będę mógł je zagrać samodzielnie nie patrząc na wideo z zajęć. No i ćwiczyłem bez metronomu powtarzając sobie, że przecież moim metronomem podczas gry są dun duny. No i kiszka z tego. Pamiętam może pojedyncze rzeczy, ale nie potrafię ich zagrać podczas improwizacji. To tylko moja wina. Cała wina.

Problem polega również na tym, oprócz tego, że bardzo rzadko nauczyciele pozwalają nam improwizować. To mnie tak nie boli. Boli mnie bardziej to, bo jak do tej pory mieliśmy tylko raz taką możliwość podczas zajęć u Sylwii. Żeby zagrać każdy pojedynczo solo które graliśmy wszyscy razem z grupą. No i nie było osoby która by zagrała od początku do końca idealnie tak jak nasz nauczyciel. No i znów powracamy do czasu zajęć i do tego ile możemy nauczyć się podczas zajęć. Zajęcia indywidualne? Bez dun dunów? W sumie gdyby djembefola miałby podczas zajęć każdego ustawiać odpowiednio jego solo to zdecydowanie warsztatów by nie starczyło. Jak do tej pory ćwiczyłem 3 dni z metronomem. Spróbuję gdzieś wynaleźć nagranie dunów i już popróbować. Narzekam, trochę narzekam, ale to chyba trzeba dojść do tego indywidualnie jaka jest prawda. Jak to powinno być. Rozwijać się cały czas, poszukiwać najlepszego środka.

Ponarzekać, po krytykować sobie lubię, dlatego też założyłem tego bloga. Nie zawsze mam rację, w sumie to sam nie wiem kiedy ją mam. Wolę też dlatego spisać to co mi siedzi w głowie. Pisząc następną notkę, przeczytać to co napisałem wcześniej. Dużo rzeczy siedzi mi głowie, często też szybko zapominam to o czym genialnym pomyślałem. Dlatego też ten blog.

Napisałem wcześniej co mnie najbardziej boli. Chyba nie tak boli, co boli mnie to, że nie potrafię, nie czuję gdzie jest, nie umiem zagrać solo tak jak bym chciał, tak jak mnie nauczono i wyczuć w którym momencie i się nie rozjechać. To mnie boli, ale wiem, że potrzebuję dać sobie czasu i ćwiczyć regularnie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz