czwartek, 2 lipca 2015

Warsztaty bez djembe solo

Dzisiaj z powodu zapominalskości Dobromisława, Hortensja poprowadziła warsztaty w formie której być może mi znanej, ale już nie pamiętam kiedy ostatnio tak było.

To znaczy zazwyczaj czy to prowadzi warsztaty Mirogod, czy Hortensja to ktoś gra na dunach a prowadzący grają cały czas na djembe prowadząc nas za rączkę w odpowiednim tempie i czuciem. Błędy nie są tak wtedy zauważalne bo warsztatowicze mogą się pomylić, ale mają wzór do którego możemy powrócić. Dzisiaj natomiast to Hortensja grała na dunach, a my warsztatowicze musieliśmy samodzielnie ogarnąć cały wstęp do rytmu liberte czwórkowego.


Na początku nie szło to za dobrze, Hortensja sporo nam tłumaczyła, a potem już tylko powtarzaliśmy materiał, aż do momentu kiedy zaczęło nam wychodzić dobrze z dundunami. A sporo to czasu zajęło, prawie godzinę. Gdzie gdy mieliśmy Djembe solowe przed sobą jakby nie było problemu.

Też teraz zrozumiałem, dlaczego grupy warsztatowe wyglądają tak jak wyglądają we Wrocławiu. Gdyby zajęcia miały wyglądać tak jak dzisiaj, to byśmy bardzo powoli szli z materiałem. Czy to dobrze, czy to źle? Nie wiem trudno mi to ocenić. Satysfakcja była ogromna gdy już udało się poprawnie zagrać. Musiałoby się odbyć kilka warsztatów w takiej formie żebym mógł to ocenić.

Odkąd poznałem warsztaty gdzie najpierw gra się na dunach, a następnie na djembe nic już nie będzie takie samo. Forma może dobra, bez tego djembe solowego podczas powtórek materiału który się nauczyliśmy, ale jak mamy umieć się wpasowywać w duny jak nie umiemy ich zagrać? Praktyka, osłuchanie się? Chcę umieć wszystko, a czasu brak i pieniędzy to wymaga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz